Piękny i Bestia czyli moja przygoda z serią Clinique Pep-Start

Witajcie,

po dłuższej wakacyjnej przerwie powracam pełna energii i nowych pomysłów. Od jakiegoś czasu testowałam kremy Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer oraz Pep-Start Eye Cream. Post nazwałam tajemniczo Piękny i Bestia. Muszę przyznać, że wspaniale odnosi się to do jakości wspomnianych kosmetyków.  Po dwóch miesiącach stosowania mam już swoje zdanie na ich temat więc zapraszam na recenzcję:)

Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer oraz Clinique Pep-Start Eye Cream
Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer oraz Clinique Pep-Start Eye Cream

 

W poszukiwaniu dobrego kremu pod korektor…

Zacznijmy od pierwszej perełki czyli Clinique Pep-Start Eye Cream. Szukałam kremu, który pomoże mi rano ogarnąć moją okolicę pod oczami. Nie mam ogromnych cieni lub wielkich worków. Jednak moja okolica pod oczami z pewnością wymaga szybkiego odświeżenia i napięcia. Większość kremów, które ostatnio testowałam były takie sobie, ponieważ na ten krem nakładamy korektor i musi to wszystko ze sobą grać i pasować.

 

Czego oczekiwałam od Clinique Pep-Start Eye Cream?

Clinique Pep-Start Eye Cream
Clinique Pep-Start Eye Cream

 

Po licznych dobrych opiniach, które słyszałam o tym kosmetyku, liczyłam że sprawdzi się również u mnie. Oczekiwałam lekkiej formuły, treściwego działania i szybkiego wchłaniania się tego kremu. Producent obiecuje nam dodatkowo odświeżenie, rozjaśnienie oraz zmniejszenie opuchnięć pod oczami. Bardzo spodobał mi się aplikator w tym kremie, który pozwala na chwilę relaksu i odprężenia dla delikatnej skóry pod oczami. Juz po kilku użyciach tego kremu wiedziałam, że się polubimy. Jednak musiałam poczekać i zobaczyć jak będzie współgrał z moimi korektorami…

 

Piękny czy Bestia?

Muszę przyznać, że Clinique Pep-Start Eye Cream zagości na dłużej w mojej kosmetyczce i planuję zakup drugiego opakowania. Długo szukałam takiego kremu, który da mi przyjemne ale zauważalne odświeżenie o poranku w połączeniu z dużym nawilżeniem oraz lekką konsystencją. Wiem, że może za dużo wymagam ale moje oczekiwania okazały się realne. Po nałożeniu kremu czuję jakby uczucie chłodu. Jest to bardzo przyjemne zwłaszcza z rana gdy chcemy aby nasza twarz była szybko odświeżona gotowa do wyjścia. Co ciekawego ma w sobie ten krem, że tak dobrze pielęgnuje skórę pod oczami?

  • kofeina– zastrzyk energii dla skóry i ratunek na opuchnięcia
  • wyciąg z alg– działa kojąco i długoterminowo na cienie pod oczami
  • wyciąg z melasy– pięknie rozjaśnia
  • wyciąg z orzecha Sapindus Mukurossi- pomaga zwalczać oznaki zmęczenia i mobilizuje skórę do działania:)

Te wspaniałe składniki oraz efekty jak dał mi ten krem sprawiają, że mogę go z całą pewnością nazwać Pięknym i godnym polecenia.

 

Pozostała nam już tylko Bestia

 

Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer oraz Clinique Pep-Start Eye Cream
Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer oraz Clinique Pep-Start Eye Cream

Na drugi ogień idzie krem Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer  który miał być wspaniałym uzupełnieniem poprzedniego czyli świetnym kosmetykiem do twarzy pod makijaż. Jako posiadaczka cery mieszanej, dziwnej i trudnej do okiełznania, wiecznie szukam dobrego kremu pod podkład. Jeśli już jakiś ładnie nawilża to potem niestety bardzo szybko świecę się w strefie T. Jeśli ładnie się wchłania i jest lekki to potem podkład wygląda jak papier, a ja jakbym miała 40lat:) A tak na serio to faktycznie znaleźć taki dobry krem, to nie jest łatwa rzecz.

Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer idealny krem do cery mieszanej?

Producent zapewnia nas, że jest to kosmetyk, który nawilża i matuje jednocześnie. Myślę, że jest to połączenie, o którym marzy każda posiadaczka cery skłonnej do przetłuszczania się. Krem Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer ma za zadanie nawilżać, maskować niedoskonałości i kontrolować wydzielanie semu. Gdy przeczytałam te wszystkie obietnice pomyślałam, że wreszcie ktoś wpadł na pomysł idealny i stworzył prawdziwą Bestię🙂

Krem kontra makijaż

Nakładałam krem na oczyszczoną skórę twarzy i szyi. Konsystencja tego kosmetyku bardzo mnie zaciekawiła. Przypomina mi trochę niektóre bazy pod makijaż. Zapewne dlatego ma wśród swoich obietnic krycie zmarszczek i nierówności skóry. Krem faktycznie po aplikacji pozostawiał przyjemne nawilżenie i matowe wykończenie. Podkład ładnie się na nim rozprowadzał i całkiem dobrze trzymał w ciągu dnia. Po kilku dniach stosowania myślałam, że faktycznie firma Clinique stworzyła bardzo przyzwoite kremy, które będę mogła polecać.

Dlaczego Bestia?

Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer
Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer

Krem Clinique Pep-Start Hydroblur Moisturizer nazwałam Bestią dlatego, że to kosmetyk o wielkich oczekiwaniach i dobrym pierwszym wrażeniu. Wspomniana Bestia z czasem straciła w moich oczach, ponieważ zauważyłam że ten krem zaczął mocno mnie zapychać. Moje pory nie polubiły tego kremu i musiałam go odstawić. Oczywiście jest to tylko moje wrażenie i nie chcę nikogo zniechęcać, bo może u Was będzie inaczej. Warto przetestować ten krem, bo faktycznie konsystencją i efektem jaki pozostawia na skórze wyróżnia się wśród innych.

Dajcie znać czy próbowaliście tych kremów i jak się u Was sprawdziły?